środa, 16 maja 2018

#63 "Córeczka" Kathryn Croft



"Czy musiałaś kiedyś żyć w ciągłym wstydzie? To ciężkie brzemię, niewidzialna siła, która tłamsi, wysysa oddech, raduje się każdą chwilą twego cierpienia." 

Simone Porter i jej mąż Matt przeżyli osiemnaście lat temu prawdziwą tragedię - nieznany sprawca uprowadził ich sześciomiesięczną córkę, Helenę. Małżonkowie w pewien sposób otrząsnęli się już z tego okropnego wydarzenia, jednak ból po stracie jedynej córki nigdy ich nie opuścił. Pewnego dnia młoda kobieta imieniem Grace kontaktuje się z Simone. Twierdzi, że jest jej uprowadzoną przed laty córką, a na dowód swoich słów przynosi pluszaka, którego w dniu porwania mała Helena miała ze sobą w wózku. Wkrótce Grace znika, a Simone robi wszystko, aby ją odnaleźć, choć nie ma pewności czy dziewczyna rzeczywiście jest jej córką. Wkrótce odkrywa sekret, który raz na zawsze zmienia jej dotychczasowe życie.

Fabuła z początku wydaje się dosyć schematyczna, ale z każdą kolejną stroną autorka dostarcza czytelnikowi kolejnych tropów i zwrotów akcji, co sprawia, że powieść nabiera niezwykłego charakteru. Czym mocniej zagłębiamy się w twórczość Kathryn Croft, tym trudniej przewidzieć co wydarzy się za chwilę. Autorka podrzuca nam fałszywe informacje i prowadzi do ślepych uliczek, a wszystko po to, aby na sam koniec jeszcze bardziej nas zaskoczyć. Jestem pod wrażeniem tego jak to wszystko musiało być dokładnie zaplanowane, że pani Croft udaje się nas zwodzić przez tyle czasu. Kiedy wydaje nam się, że chociaż trochę udało nam się rozszyfrować mroczną tajemnicę, okazuje się, że nie byliśmy nawet blisko jej rozwiązania. Fabuła "Córeczki" to niewątpliwie jedna z mocniejszych stron tej książki.

Kathryn Croft posługuje się lekkim i prostym językiem, co bardzo ułatwia nam zaznajomienie się z tą powieścią. Przeczytanie "Córeczki" nie zajęło mi dużo czasu - kartki same przelatywały pomiędzy moimi palcami, a ja nawet nie zauważyłam kiedy cała historia dobiegła końca. Muszę przyznać, że odłożenie jej na półkę za każdym razem było dla mnie dużym wyzwaniem, bo nie mogłam doczekać się kiedy znowu powrócę do świata Simone Porter i poznam prawdę odnośnie uprowadzenia Heleny.

„Córeczka” to powieść, którą bardzo szybko się czyta, główna bohaterka od razu zdobyła mój podziw i wzbudziła współczucie. Łatwo zrozumieć postawę Simone. Choć nauczyła się żyć z myślą, że nie wie gdzie jest jej córka, nigdy o niej nie zapomniała. Teraz, gdy znów nabrała nadziei, że być może odzyska Helenę lub chociaż pozna ludzi, którzy ją zabrali, zaangażowała się całą sobą. Pokazała, że jest silna, przestała być opanowaną pracoholiczką, całą swoją uwagę poświęcając poszukiwaniom nowo poznanej dziewczyny. Uporządkowane życie Simone nagle stało się chaotyczne. Nie chcąc narażać męża na niepotrzebne rozczarowanie, w tajemnicy przed nim, wraz z kolegą pracy, rozpoczęła własne śledztwo. A im więcej odkrywała, tym mniej zaufania miałam do ludzi, których spotykała w trakcie poszukiwań.

Zakończenie mocno mną wstrząsnęło. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, zaskakiwały mnie kolejne zwroty akcji i zachowania Simone. W głębi duszy wiedziałam, że autorka nie odkryła jeszcze przede mną wszystkich kart, brakowało wyjaśnienia jednego elementu historii, ale ciężko jest opisać emocje, które mnie ogarnęły, gdy poznałam całą prawdę. Kathryn Croft stworzyła świetną historię, bazującą na bolesnych wydarzeniach, silnych emocjach i odpowiednio skonstruowanej intrydze. Polecam : )

 Tytuł:  Córeczka
Autor:  Kathryn Croft
Wydawnictwo: Burda Książki
Data wydania: 15 marca 2017
Ilość stron: 350


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Burda Książki 

Udostępnij ten wpis

środa, 9 maja 2018

#62 "Begin again" Mona Kasten



"Ale niewypowiedziane słowa spływały bezgłośnie z kącików moich oczu, kapały na jego koszulkę, jedna za drugą, aż zrobiła się na niej wielka plama."

Allie, główna bohaterka powieści, pozostawia za sobą dzieciństwo i decyduje się na studia oddalone od domu bardziej niż by tego chciała. To pomoże jej zaczerpnąć powietrza po latach spędzonych u boku cenionego przez otoczenie ojca i zapomnieć na moment o codziennie towarzyszących im pozorach. Rosnąca w dziewczynie ekscytacja i nadzieja na lepsze czasy przerzuca się również na czytelnika - z łatwością przyszło mi obdarzyć sympatią Allie i kibicować jej w drodze ku marzeniom. Szczególnie w momencie pojawienia się na pierwszym planie drugiego bohatera, czyli Kadena - chłopaka o wybujałym ego, który idealnie pasuje do roli przeciwieństwa dziewczyny. Ich słowne potyczki i wieczne pretensje Kadena zmieniają się w relację o niejasnej przyszłości: wrogowie czy jednak przyjaciele?

Mona Kasten cechuje się niezwykle lekkim piórem, przez tekst niemalże płyniemy, a unikalne połączenie niesztampowego humoru autorki z lekkością pióra i prostotą historii sprawiały, że nie mogłam się oderwać od tej powieści. Ma w sobie coś, co sprawiło, że mnie rozczuliła, rozbawiła i zauroczyła. Jest subtelna, delikatna, a jednocześnie, kiedy trzeba, to autorka wplata w nią odrobinę pieprzyku. Myślę, że jeszcze nie raz sięgnę po coś autorstwa Kasten i wierzę, że z każdą książką uda jej się mnie bardziej zaskoczyć.

"Dawn sprawiała, że naprawdę w to wierzyłam – w przyjaźń dla samej przyjaźni, a nie dla korzyści, bez przymusu, żeby za każdym razem udowadniać swoją wyższość."

Jestem zachwycona wykreowanymi postaciami. Allie musi poradzić sobie z rodzicami pragnącymi, by postępowała według ich zasad. Za nic mają jej pragnienia i uczucia, liczy się tylko wizerunek. Podobało mi się to, że dziewczyna pomimo gorszych momentów nie poddawała się i walczyła o to, by ruszyć dalej. Nie jest słaba ani nieśmiała. Kaden pomimo tego, że zachowuje się jak buc, zdobył moją sympatię tymi chwilami, kiedy był prawdziwym sobą. Jego też dręczą wspomnienia z przeszłości i to, co zrobił. Oprócz nich są ich przyjaciele, których troszeczkę zazdroszczę – gotowi zawsze pomóc, zadziałać lub po prostu być obok w trudnych chwilach.

Begin Again zaczęłam czytać w nocy i to był mój największy błąd, bo nie było mowy, bym mogła odłożyć powieść zanim ją skończę. Historia pochłonęła mnie od pierwszych stron. Z miejsca zżyłam się z bohaterami i żyłam ich losami. Kibicowałam każdemu z osobna i wraz z nimi przeżywałam kolejne wydarzenia. Mona Kasten zdobyła moją całkowitą uwagę, pięknie obrazuje nie tylko emocje, ale i otoczenie. Porusza ważne tematy i widać, że wie, o czym pisze. Nie zliczę, ile razy się śmiałam, wzruszałam i denerwowałam.

Fabuła intryguje i wciąga już od samego początku. Autorka miała naprawdę świetny pomysł na tę powieść i w pełni go wykorzystała. Znajdziemy w niej przyjaźń, miłość, tajemnice, namiętność i ogromne pożądanie. Poza tym powieść okraszona jest sporą dawką humoru, więc dobra zabawa gwarantowana. Mnie ta powieść ogromnie się spodobała i z bólem serca obserwowałam, jak zbliżam się ku końcowi. Mam nadzieję, że i na Was ta piękna historie wywrze dobre wrażenie i tak jak z bijącym sercem będziecie obserwować trudną drogę do szczęścia bohaterów. Polecam polecam polecam ! : ) 

"Ale niewypowiedziane słowa spływały bezgłośnie z kącików moich oczu, kapały na jego koszulkę, jedna za drugą, aż zrobiła się na niej wielka plama."

 Tytuł: Begin again
Autor:  Mona Kasten
Tom: I
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 504

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Jaguar

Udostępnij ten wpis

wtorek, 8 maja 2018

#61 "Morderstwa w Somerset" Anthony Horowitz



"Uważał, że człowiek to dość skomplikowane zwierzę, zdolne do czynienia nadzwyczajnego dobra, jak niewyobrażalnego zła, ale ponad wszelką wątpliwość samotne."

Główną bohaterką jest Susan Ryeland, która jest redaktorką w wydawnictwie, a ich najbardziej słynnym autorem jest Alan Conway. Susan otrzymuje do zredagowania wersję książki "Morderstwa w Somerset" i zaczyna ją czytać. Tutaj przenosimy się na karty powieści do na pozór spokojnej wioski Saxby-on-Avon w hrabstwie Somerset. Jednak pomimo tej dominującej i wszechogarniającej ciszy w wiosce dzieje się mnóstwo dziwnych i tajemniczych rzeczy. Okazuje się, że mamy tu tajemnicę z przeszłości dotyczącą magnata i tutejszego bogacza Magnusa Pye oraz gosposi Mary i jej rodziny. Dochodzi także do dwóch morderstw, właśnie Magnusa i Mary (choć w przypadku tego drugiego wszyscy opowiadają się jednak za wypadkiem). Na miejsce przybywa także słynny detektyw Atticus Pund wraz ze swoim asystentem Jamesem Fraserem. Jednak zagadka do końca nie zostaje rozwiązana, ponieważ nagle okazuje się, że Susan nie dostała od autora ostatnich rozdziałów powieści. A dziwnym zbiegiem okoliczności - zaraz po przeczytaniu maszynopisu przez Susan, sam autor powieści ginie. Wszystko wskazuje na to, że popełnił samobójstwo, Jednak nasza bohaterka ma pewne przeczucie, które nie może jej opuścić, czy aby na pewno było to samobójstwo?! Zaczyna więc własne śledztwo oraz poszukiwanie zaginionych rozdziałów książki. Szybko bowiem okazuje się, że postacie i wydarzenia w książki łudząco przypominają realne osoby i pokrywają się z niektórymi faktami. Czy rozwiązanie zagadki z powieści kryminalnej pomoże jej znaleźć zabójcę samego autora? 

Dostaliśmy tutaj niezwykle ciekawie skonstruowaną powieść. A dokładniej powieść w powieści. Mamy bowiem część pierwszą, która dzieje się współcześnie i tutaj Susan prowadzi śledztwo w sprawie śmierci Alana - autora powieści "Morderstwa w Somerset" oraz część drugą, która dzieje się w latach pięćdziesiątych XX wieku w hrabstwie Saxby-on-Avon i dwie zagadkowe śmierci. Obydwie części mają osobną czcionkę i osobną numerację stron. To bardzo ciekawy pomysł, zwłaszcza, że pierwsza część jest bazą do drugiej części! Poza tym redaktorka Susan przedstawia nam sposób swój sposób myślenia, przez co rozkłada nam powieść kryminalną na czynniki pierwsze i możemy troszkę sami poczuć się jak redaktorzy wydawnictwa. 

Bohaterowie Morderstw w Somerset prezentują się bardzo skromnie. Atticus Pünd jest skromny i nie chełpi się swoimi zdolnościami i sławą. Ostatnio brakowało mi takiego detektywa w czytanych kryminałach. Fraser- asystent Pünda został według mnie bardzo zmarginalizowany i w zasadzie jego rola w powieści jest niemalże żadna. Mieszkańcy wioski Saxby-on-Avon zostali jednak dobrze wykreowani i Horowitz zadbał o ich dobry rys psychologiczny.

Całość zagadki jest bardzo misternie przygotowana, ważne są szczegóły i szczególiki. I nawet nie wiemy dokładnie kiedy, a już jesteśmy wciągnięci w akcję i sami próbujemy szukać mordercy i motywu jakim nim kierował. A nie jest to proste zadanie, bo każdy z bohaterów ma swój powód, mniejszy lub większy, każdy ma jakąś tajemnicę, którą próbuje ukryć przed światem.

Książka wciągnęła mnie bez reszty i bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Poczułam ten wyjątkowy klimat dawnej angielskiej wioski, z małymi domkami, ogródka wokół, wielką posiadłością magnata Magnusa Pye, okolicznym laskiem i jeziorem niedaleko. Wszystko nakreślone tak malowniczo, że wyobraźnia sama zaczyna pracować. Zachęcam was do przeczytania "Morderstw w Somerset". Tajemniczość tej pozycji sprawi, że nie będziecie w stanie się od niej oderwać, czekając z ciekawością na rozwiązanie tajemnic. 


Tytuł: Morderstwa w Somerset
Autor: Anthony Horowitz
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 544
Rok Wydania:  26 września 2017

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis!

Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 7 maja 2018

#60 " Z otchłani" Martyna Senator



"Jestem typową romantyczką, która podąża za głosem serca. Nawet wtedy, gdy wskazuje drogę wiodącą donikąd."

Martyna Senator powraca z kolejnym tomem cyklu, który zapoczątkowało „Z popiołów”. Tym razem w „Z otchłani” śledzimy losy nowej historii miłosnej, której głównymi bohaterami są Kaśka oraz tajemniczy, młody dziennikarz - Szymon. W tej powieści bliżej poznajemy Kaśkę, przyjaciółkę Sary, której historię w malutkim ułamku zdążyliśmy już poznać w poprzedniej części. Kaśka jest żywiołową, młodą kobietą, uwielbiającą gotowanie. Od pięciu lat jest w związku ze swoim chłopakiem Adamem, jednak gdy nadchodzi dla nich czas próby, ich relacja tego nie wytrzymuje. Adam na spóźnionej kolacji walentynkowej wyznaje Kaśce, że podczas jego pobytu w Paryżu ją zdradził. Takiego uczynku nie może mu wybaczyć ani zapomnieć. Złamane serce trudno jest uleczyć, a Kaśka z dnia na dzień coraz bardziej staje się cieniem tego, kim kiedyś była, gdy nagle na jej drodze los postawił Szymona. Jak się poznali i co z tego wynikło, tego dowiecie się oczywiście sięgając po „Z otchłani”.

 Centralnym punktem i siłą napędową fabuły są  bohaterowie .  To ludzie z krwi i kości, pełni wad, zalet, słabości, lęków i pragnień. Kaśka jest sympatyczną, energiczną pracownicą korporacji. Z kolei Szymon to mężczyzna o dwóch twarzach. W pracy wciela się w rolę beztroskiego dziennikarza, a w domu przeobraża się w bezradnego człowieka, który ugina się pod ciężarem własnych problemów. Przeznaczenie popycha tych dwoje ku sobie, jednakże wisi nad nimi widmo tajemnicy, jaką skrywa Szymon. Czy mimo to będą w stanie zaufać sobie i zbudować na tej bazie szczęśliwy związek? Martyna Senator mądrze uświadamia, że prawdziwa miłość, to nie tylko czułe spojrzenia w oczy, romantyczne spacery i namiętne pocałunki w świetle księżyca. To przede wszystkim wzajemna troska, wspólne rozwiązywanie problemów, dodawanie sobie otuchy w razie niepowodzeń i odpowiedzialność za drugiego człowieka. Tylko w taki sposób mamy szansę zbudować fundament pozytywnych relacji i mocnych więzi.

"Zaufanie w związku jest jak spadochron. Żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie wyskoczy z samolotu bez asekuracji. Dlaczego więc niektórzy ludzie są na tyle głupi, że decydują się na związek, w którym szwankuje tak ważny element? W dodatku naiwnie wierzą, że uda im się bezpiecznie wylądować... Idioci."

Powieść czyta się tak samo szybko i gładko jak poprzednią. Jest bardzo lekka, ale nie nudna. Nie wymaga specjalnego skupienia, a mimo to czyta się ją niesamowicie przyjemnie. Jest idealna na jeden wieczór. Sprawi, że poczujecie ciepło w sercu, ale może doprowadzić do kilku kropel łez. Jest pełna optymizmu i dobrego humoru, ale znajdzie się czas na poważniejsze tematy i rozważania. Co do oprawy to tym razem jestem jeszcze bardziej zachwycona niż ostatnio. Wszystko  pasuje do siebie, a kolory i grzbiet idealnie pasujący do pierwszego tomu. Jestem oczarowana! 

Z otchłani to idealna kontynuacja pierwszego tomu opowiadająca tym razem o Kaśce. Jak dla mnie autorka jeszcze lepiej odnalazła się w tej historii, bo jest dużo lepsza. Czyta się ją tak samo szybko, lekko i przyjemnie jak poprzedni tom. Uważam, że ta historia jest świetna na jeden wieczór, przyniesie dużo ciepła, optymizmu i minimalną odrobinę smutku. Jak dla mnie ta historia to cudownie spędzony czas, jedyne co ma się ochotę to zacząć czytać ją od nowa. Gorąco Wam ją polecam!

Tytuł: Z otchłani
Autor: Martyna Senator
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 332
Rok Wydania:  15 lutego 2018


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!


Udostępnij ten wpis

niedziela, 6 maja 2018

#59 "Twardziel" Laurelin Paige



"Nie doświadczyła całkowitego przeobrażenia, ale zrozumiała, czym była ta chwila - początkiem wyzwolenia"

Seth Rafferty jest cenionym scenografem w Hollywood. Dobrze zna tajemnice branży i humorzaste gwiazdki. Takie jak Heather Wainwright. Zarozumiałe i seksowne, które mają urodę, ale pusto w głowie. Poznali się na branżowej imprezie charytatywnej. Na początku nie zapałali do siebie sympatią. Ona wzięła go za zwykłego stolarza, na którego ktoś taki, jak ona, nie powinien zwracać uwagi. On jej z błędu nie wyprowadzał. Mimo to, spędzili ze sobą upojną noc. Krótko po tamtym zdarzeniu spotykają się ponownie na planie filmowych. Zbieg okoliczności powoduje, że Seth pracuje tam również, jako stolarz, wyświadczając tym przysługę swojemu przyjacielowi. Napięcie i namiętność czuć pomiędzy nimi aż z daleka. Im więcej czasu razem spędzają, tym bardziej Seth jest przekonany, że pod maską aroganckiej, rozpieszczonej gwiazdy, kryje się zupełnie inna, prawdziwa twarz Heather. Za wszelką cenę postanawia to odkryć, jednocześnie nadal ukrywając przed kobietą swoją prawdziwą tożsamość. Czy w światłach Hollywood i wszechobecnym blasku fleszy może zrodzić się prawdziwe uczucie?

Historia o wzajemnej namiętności narodziła się jednak między ciekawymi bohaterami i to oni skupili na sobie całą uwagę. Ich kreacja przyciągnęła moją uwagę dwutorową postawą jak na aktorów przystało - z jednej strony surowi i profesjonalni, z drugiej zagubieni i poszukujący własnego szczęścia. Polubiłam oboje i chętnie śledziłam ich miłosne perypetie mając nadzieję, że mimo niektórych płaskich momentów w fabule, emocje rodzące się między nimi wynagrodzą mi niedostatki. Po części właśnie tak się stało, ponieważ otrzymałam humorystyczną grę przepychanek między bohaterami, którzy skupili na sobie całą uwagę z racji braku pomniejszych wątków pobocznych.

Powieść napisana jest w narracji trzecioosobowej, więc nie mamy tu podziału rozdziałów na konkretne postaci. Widzimy wszystko patrząc na to z boku. Jest gorąco, namiętnie, elektryzująco. Znajdziecie tu jednak także zaskakujące zwroty akcji (przecież nie może być zbyt nudno) i odrobinę dramatyzmu. Nie będzie wyłącznie słodko, różowo i cukierkowo, jak to w Hollywood wydaje się wyglądać.

"Trzeba być dumnym z najdrobniejszego kroku na drodze swojej kariery. Nieważne, od czego zaczynałeś" 

Nim zaczęłam czytać tę książkę, myślałam, że to zwykły romans z elementami erotycznymi, jednak autorce udało się wpleść w fabułę coś poważnego, co momentami odwraca uwagę od romansu pomiędzy głównymi bohaterami. Chodzi tutaj o Heather i jej stopniowe odkrywanie prawdziwej siebie i pokonywanie własnych słabości. Naprawdę ten akurat wątek zaskoczył mnie w Twardzielu.
"Twardziel" to książka dla tych, którzy lubią się z gatunkiem powieści typowo kobiecych. Ciekawe kreacja bohaterów przyciągają całą uwagę czytelnika i zapewniają kilka godzin sympatycznej historii. I chociaż sama książka nie jest pozbawiona wad, na pewno dobrze odnajdzie się jako umilacz czasu po ciężkim dniu przede wszystkim za sprawą lekkiej fabuły, przystępnego języka czy gorącego głównego bohatera. Od nienawiści przez namiętność do miłości — zabawna, seksowna i romantyczna historia prosto z Hollywood. Gotowi poznać pikantne szczegóły z życia Setha i Heather? Gwarantuję, że czytając Twardziela, nie będziecie się nudzić. Gorąco polecam!


Tytuł:  Twardziel
Autor:  Laurelin Paige
Wydawnictwo:  Kobiece
Ilość stron: 344
Rok wydania:  30 marca 2018


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Kobiecemu


Udostępnij ten wpis

piątek, 4 maja 2018

#58 A.V Geiger "Ktoś mnie obserwuje"


"Musi je podpuszczać, mówić to, co chcą usłyszeć - nawet jeśli oznacza to życie w kłamstwie."

Tessa to młoda dziewczyna, dla której świat zamyka się w jednym pokoju. Po pewnym zdarzeniu, które miało miejsce na koloniach wakacyjnych, dziewczyna zaczęła cierpieć na agorafobię i nie jest w stanie opuścić swojego domu. Właściwie to rzadko kiedy wystawia nos ze swojego pokoju. Do jej świata ma dostęp tylko kilka osób: mama, chłopak i psychoterapeutka. Niestety, czym dłużej utrzymuje się taki stan rzeczy, tym więcej problemów z utrzymywaniem tych relacji ma nasza główna bohaterka.

Dziewczyna, zamknięta w czterech ścianach, coraz bardziej oddaje się w świecie internetu, będąc aktywnym członkiem fandomu Erica Thorna - nastoletniego piosenkarza, który podbił serca milionów fanów na całym świecie (i którego Tessa uwielbiała już zanim zaczęła cierpieć na agorafobię). Tessa uważnie obserwuje artystę i uważa, że Eric czuje się dokładnie tak samo, jak ona: jest przerażony otaczającym go światem, chociaż psychoterapeutka tłumaczy jej, że to tylko projekcja i przeniesienie własnego stanu na odbieraną rzeczywistość. Nie zmienia to jednak podejścia naszej głównej bohaterki.

Książkę wyróżnia się  od  innych, w których występuje motyw social mediów, to to, że tutaj Twitter gra ta na prawdę główną rolę- w końcu, gdyby nie to, to tak  na prawdę znajomość dwójki naszych bohaterów nigdy by nie powstała. W całej powieści możemy znaleźć więc bardzo dużo odniesień do Twittera, jednak co mi się bardzo spodobało, autorka przedstawiła to wszystko w tak umiejętny sposób, że czytelnik nie czuje się przytłoczony. Choć większość fabuły rozgrywa się w sieci, to jednak dodatkowe wątki z życia bohaterów uzupełniają całość i sprawiają, że lektura staje się jeszcze bardziej interesująca i wciągająca. Gdybym miała podsumować tutaj wątek Twittera to powiedziałabym, że jest go tutaj na prawdę dużo, ale jednocześnie w odpowiedniej ilości. 

Autorka porusza w swojej książce bardzo trudny temat, ale robi to w bardzo mądry sposób. Obsesja, znajomość przez internet czy prześladowanie, to rzeczy, które obecne są w dzisiejszych czasach na co dzień, ale tak naprawdę mało kto zdaje sobie sprawę z ich konsekwencji. Pamiętajcie, że nie zawsze po drugiej stronie komputera siedzi osoba za którą się podaje. 

Podobało mi się to, że historia opowiedziana została dwutorowo, z dwóch perspektyw czasowych i przy wykorzystaniu różnych form przekazu. Obok standardowej narracji, mamy oczywiście rozmowy na Twitterze, ale też protokoły z przesłuchań policyjnych. Sam pomysł na książkę uważam za bardzo udany. Sposób, w jaki ludzie prezentują swoje życie w Internecie, jak postrzegają innych i co uważają za ważne. Jest to może odrobinę przesłodzona opowieść, jednak nadrabia wyrazistymi bohaterami. Jako literatura młodzieżowa z wątkiem thrillerowym sprawdza się wyśmienicie! Bez wątpienia to lektura dla każdego, a jest tym bardziej szokująca, że rozgrywane wydarzenia mogły śmiało przytrafić się każdemu z nas.


Tytuł: Ktoś mnie obserwuje
Autor:  A.V. Geiger
Tom: I
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 384

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Jaguar


Udostępnij ten wpis

wtorek, 1 maja 2018

#57 C.D. Reiss "Małżeńska gra"


Uwodzicielska historia o przekraczaniu granic w miłości i życiu
Kiedy Diana postanawia rozwieść się z mężem, mężczyzna proponuje jej nietypowy układ. Zabierze ją na trzydzieści dni do domku na odludziu, a ona będzie musiała spełnić jego wszystkie żądania. W zamian Adam podpisze papiery rozwodowe i odda jej firmę.
Diana chce przejąć interesy tak bardzo, że zgadza się na wszystko. Nie wie jeszcze, że wkrótce pozna nowe oblicze męża, który od początku małżeństwa ukrywał gorącą tajemnicę. Okazuje się, że Adam jest dominatorem.
Odcięta od świata Diana wykonuje rozkazy męża. Obiecuje sobie, że chociaż odda mu całe ciało, to serce pozostawi niewzruszone. Przynajmniej tak się jej wydaje…

 źródło opisu: http://www.wydawnictwokobiece.pl/

„Źle się czułam z tym, że cię zostawiłam. Naprawdę myślałam, że coś było ze mną nie tak, ponieważ nie potrafiłam cię kochać. Ale już nie mam wyrzutów sumienia. Zakochałam się w kimś, kto nie istniał.”

"Małżeńska gra" to pierwszy tom serii Marriage Games, w której pojawiać się będą pikantne historie z gatunku kobiecej erotyki. Byłam ciekawa czy autorka wykaże się pomysłowością w swojej książce, czy zaprezentuje mi utarty schemat historii tego gatunku. Jednak po skończonej już lekturze nie jestem pewna co ostatecznie myśleć o rozgrywanych wydarzeniach. Przekonała mnie historia, ale niekoniecznie bohaterowie, którzy - moim zdaniem - ogrywali role zamiast emocjonalnie zaangażować się w prowadzoną fabułę.

Wszystko zaczęło się od Adama, głównego bohatera, który zdecydował się ukryć przed swoją przyszłą żoną istotny fakt swojej natury. Przez lata udawał kogoś kim nie jest, a kiedy Diana nie mogąc porozumieć się z mężem postanowiła się rozwieść - ten nagle proponuje jej układ. Zabierze ją na trzydzieści dni do domku na odludziu i rozkaże, by kobieta spełniała wszystkie jego żądania. Tym sposobem pokaże kim jest naprawdę, a gdy Diana wywiąże się ze swojego zadania on podpisze papiery rozwodowe. Dla kobiety, która zrobi wszystko by zdobyć udziały w firmie nie ma rzeczy niemożliwych: decyduje się na układ nie wiedzą ostatecznie co ją czeka.

Postać Adama jest wielką niewiadomą w całej powieści. Chociaż miał być dominatorem, człowiekiem pewnym siebie i decydującym o wszystkim co zechce - jego narracja jednocześnie pokazała, że to słaby mężczyzna, który nie potrafi walczyć z własnymi uczuciami. Zachwiany we własnych przekonaniach co chwilę zmieniał zdanie czym doprowadzał mnie do granic wytrzymałości. Wolałam bliżej przyjrzeć się Dianie, bohaterce która musiała odnaleźć się w roli uległej i spełniać perwersyjne prośby męża. Musicie bowiem wiedzieć, że to nie jest książka dla grzecznych czytelników - mnóstwo w niej mocnych scen, czasami niemal balansujących na granicy zgorszenia, które autorka poprowadziła w śmiały sposób. Bohaterowie zamknięci na odludziu skupiają przez to na sobie całą uwagę i odrzucają na dalszy plan emocje. Przynajmniej z założenia, ponieważ w głowie bohaterów jest tyle sprzecznych uczuć, że czasami nie dało się od nich uciec.

,,Moje uczucia przypominały pudełko z puzzlami. Poszczególne elementy powinny do siebie pasować, ale trzeba się było sporo napracować, żeby złożyć całą układankę.”

Podsumowując - książka jest ostra, mocna i brutalna. Adam nie jest rycerzem na białym koniu, a jego historia nie będzie słodką love story. Odkryta na nowo prawdziwa natura mężczyzny wpływa także na sposób wypowiadania się – również jego język się zaostrzył. To on mocniej mówi o uczuciach do żony. Powiedziałabym, że w tej historii to ona jest czarnym charakterem. Chociaż jeśli chodzi o czarne charaktery tutaj też ich nie zabraknie - i to one namieszają w całej historii najmocniej. Przyznam, iż czytuję sporo książek z tego gatunku, ale takiej jeszcze nie czytałam - autorka się nie rozdrabniała, ukazała BDSM bez owijania w bawełnę. Ukazana szczerze i bez zbędnych zdrobnień druga natura Adama zostaje z nim – nie liczcie, że ten mężczyzna zrezygnuje z tego co uwielbia i z własnej na nowo odkrytej natury na rzecz ukochanej. To nie ta książka. Zakończenie tej historii zaskoczyło mnie - szczerze nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Będę czekała na kontynuację, aby dowiedzieć się co dalej z bohaterami. Małżeńska gra to nie jest kolejny Grey - ona jest dużo brutalniejsza. Polecam ją osobom, których ta tematyka nie zniechęca i zarazem, których nie zrazi też nieco rynsztokowy język.


Tytuł:  Małżeńska gra
Autor: C.D. Reiss
Wydawnictwo:  Kobiece
Ilość stron: 456
Rok wydania: 16 marca 2018



Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu  Kobiecemu

Udostępnij ten wpis

niedziela, 15 kwietnia 2018

#56 "Dzień ostatnich szans" Robyn Schneider


"Jak bardzo się pomyliłam. Rzeczy chwilowe wcale nie mają mniejszej wartości, bo w życiu nie chodzi o to, jak długo coś trwało, tylko że się wydarzyło. [...]." 

Lane jest siedemnastolatkiem, który cały swój czas poświęca nauce, robi wszystko, aby móc dostać się na wymarzony uniwersytet. Jego idealnie zaplanowane życie psuje choroba - lekooporna gruźlica. Mimo ciężkiej sytuacji zdrowotnej chłopiec postanawia żyć dalej i dążyć do spełnienia swoich pragnień o prestiżowej uczelni, a pobyt w ośrodku dla chorych Latham House traktuje z przymrużeniem oka, wierząc, że potrwa to tylko kilka tygodni. W ośrodku spotyka dziewczynę, która wydaje mu się być znajoma. Jak się okazuje kilka lat temu oboje byli na tym samym obozie.
Sadie stworzyła sobie w Latham House nowe życie, swoje miejsce, bezpieczną przystać. Beztrosko chwyta każdy dzień. Mimo, że na początku jest negatywnie nastawiona do Lane'a to ona pomoże mu odnaleźć się w ośrodku dla chorych, zmienić priorytety, nauczyć się żyć całkiem inaczej niż dotychczas. 

"[...] - Opłakujemy przyszłość, bo to łatwiejsze niż przyznanie, że jesteśmy nieszczęśliwi w teraźniejszości." 

Sadie i Lane chorują na gruźlicę, coś co męczy ludzkość od wieków. Mimo iż autorka stworzyła na jej podstawie fikcję literacką, to chwyta za serce i nie pozwala przez długi czas wyjść z głowy czytającego. Zagłębiając się w tę historię chce się więcej, czyta się z zapartym tchem i niekiedy jest człowiekowi po prostu smutno. Miłość dwójki naszych bohaterów rozgrzewa nas od środka i pozwala myśleć, że każdy zasługuje na szczęście, że chorzy też są tylko ludźmi. Miłość, która nie powinna się pojawić, uczucie z góry skazane na niepowodzenie. Ale chwycili szansę i zaryzykowali. 

"Dzień ostatnich szans" to książka, która zachwyca  od pierwszych stron. Historia o życiu wbrew chorobie pokazana w dramatyczny, ale i dowcipny sposób. O tym, że nieuleczalna choroba wcale nie musi być końcem, a może być początkiem nowego życia, może być bodźcem do poznania samego siebie i otwarcia się na innych. Mimo, że to książka dla młodzieży ja poleciłabym ją każdemu. Każdemu kto lubi dramaty, historie dające do myślenia.

„Dzień ostatnich szans” to prosta młodzieżówka, która być może nie wybija się specjalnie na tle swojego gatunku, ale okazała się bardzo przyjemna w odbiorze i na dodatek pełna emocji. Trudno się nie wzruszyć przy zakończeniu i nie ulec pewnej nostalgii, która bije od tej książki. Robyn Schneider nieźle operuje językiem i zdecydowanie potrafi trafić do serca, na dodatek za pomocą tak prostych i, wydawałoby się, banalnych zabiegów. 

"Widzisz, na tym polega sekret dobrego życia. Musisz się postarać, żeby nazbierać jak najwięcej dni, do których będziesz chciał potem wracać."

Tytuł:  Dzień ostatnich szans
Autor: Robyn Schneider
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 28 lutego 2018
Ilość stron: 320


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.




Udostępnij ten wpis

piątek, 13 kwietnia 2018

#55 "This Girl" Colleen Hoover


Bestsellerowa trylogia Colleen Hoover
Przepiękne i ciepłe opowieści o miłosnych perypetiach Layken Cohen i Willa Coopera. Oboje wcześnie stracili rodziców i teraz muszą poradzić sobie wychowaniem rodzeństwa. Wygląda na to, że są dla siebie stworzeni, jednak los postawi przed nimi wiele trudnych sytuacji i wiele trudnych wyborów. Czy wreszcie uda im się być razem bez żadnych przeszkód i bez bolesnych tajemnic?

źródło opisu: Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal

"Granica nie jest już tak wyraźnie nakreślona. Nic nie jest już czarno-białe. A ja zaczynam być całkiem pewien, że szary stał się właśnie moim ulubionym kolorem."

Will i Lake są świeżo po ślubie. Spędzają swój krótki miesiąc miodowy z dala od domu, dzięki czemu mogą odpocząć od codziennych obowiązków. Layken pragnie wykorzystać te chwile wytchnienia na poznanie swojego męża. Prosi go o to, aby opowiedział ich wspólną historię ze swojej perspektywy. Will niezbyt chętnie przystaje na jej prośbę. Nie potrafiąc odmówić swojej ukochanej zagłębia się w swoje wspomnienia, cofa myślami do przeszłości, przywołuje swoje uczucia i skrywane sekrety.

Styl autorki jest lekki i prosty. Will jest ogromnym fanem poezji, nie tylko tej odtwarzanej, ale również tej tworzonej przez niego samego. Autorka słynie z tego, że lubi wplatać w swoje powieści teksty piosenek, czy jak w tym przypadku poezję. Jest to bardzo ciekawe urozmaicenie. Dodaje to powieści pewnego liryzmu i romantyzmu. Akcja książki odgrywa się w dwóch liniach czasowych: teraźniejszości czyli w czasie miesiąca miodowego, oraz przeszłości.

Bohaterowie stworzeni przez Colleen Hoover zostali porządnie doświadczeni przez los. Nie da się ukryć, że nie mieli łatwego życia. W młodym wieku spadła na nich olbrzymia odpowiedzialność. Zamiast bawić się życiem i czerpać z niego co najlepsze, jak reszta ich rówieśników, musieli wiele poświecić, aby walczyć o swoją rodzinę i siebie nawzajem. Ich miłość ukazana jest w sposób niesamowicie dojrzały i silny.

"Po prostu chciałabym wiedzieć o tobie wszystko. Skoro wiem, że twoja przyszłość należy do mnie, chciałabym poznać twoją przeszłość. " 


Colleen Hoover pokazuje znów walkę o miłość i nadzieję, jednak tym razem z innej perspektywy. Tutaj autorka opisuje uczucia Willa, który okazuje się, czuć to samo co Lake, jednak poznając jego historie, można powiedzieć, że miał tyle samo przeszkód do pokonania.. Colleen Hoover znów pokazuje klasę w pisaniu. Nic dziwnego, że skradła moje serce swoimi książkami. Ta książka to emocjonalna bomba, która wybucha na sam koniec. Pod sam koniec płakałam i się śmiałam. To było i jest niesamowite, że człowiek potrafi tak pisać. Polecam serię, każdej osobie, która chce przeżyć coś niesamowitego.

Tytuł:  This Girl (Ta dziewczyna)
Autor: Colleen Hoover
Tom: III
Wydawnictwo: YA!
Ilość stron: 339
Ocena: 10/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu YA!



Udostępnij ten wpis

środa, 11 kwietnia 2018

#54 "Point of Retreat" Colleen Hoover


Layken i Willa łączy więcej niż typowe młode pary. Mają za sobą podobne doświadczenia, podobne potrzeby. Oboje stracili rodziców i muszą poradzić sobie z wychowaniem młodszego rodzeństwa.
Wygląda na to, że są dla siebie stworzeni. Ich związek rozpada się jednak, gdy na drodze Willa pojawia się jego dawna miłość Vaughn. Chłopak utrzymuje z nią kontakt, chociaż wie, że Layken może mu nie wybaczyć kłamstw.
Czasami dwoje ludzi musi się rozstać, by zdać sobie sprawę z tego, jak bardzo siebie potrzebują. Czy Willowi uda się naprawić to, co zniszczył, zanim rozstaną się z Layken na zawsze i już nigdy więcej nie zobaczą?

źródło opisu: Grupa Wydawnicza Foksal

"Czasami dwie osoby muszą się rozstać, aby sobie uświadomić, jak bardzo siebie potrzebują."

W pierwszej części "Slammed. Pułapka uczuć" poznaliśmy głównych bohaterów. Layken to ledwo pełnoletnia dziewczyna, której niedawno zmarł ojciec, a sytuacja materialna zmusiła ją, jej mamę i brata do przeprowadzki do innego stanu. W trakcie urządzania się w nowym domu Lake poznaje przystojnego Willa, który, jak się wkrótce okazuje, samotnie wychowuje małego brata. Nietrudno przewidzieć, że między Lake a Willem pojawi się uczucie, ale, mimo silnej więzi, jaka ich połączyła, nie będzie dane im być razem. Na drodze pojawi się bowiem wiele przeszkód, a wkrótce okaże się także, że Lake czeka największy życiowy egzamin.

Point of Retreat "Nieprzekraczalna granica" to ścisła kontynuacja losów Lake i Willa. Ich miłość przetrwała najgorsze, teraz  próbują razem ułożyć sobie życie. Wszystko wydaje się iść w dobrym kierunku, jednak, jak się okazuje, ich związek dosyć szybko zostaje wystawiony na próbę, gdy w życiu Willa pojawia się jego dawna miłość. Pozwoli ona bohaterom zrozumieć, na czym opiera się ich związek, jakie ma podstawy, a także co tak naprawdę do siebie czują i jak zamierzają dalej funkcjonować. Okazuje się też, że życie szykuje dla nich więcej dramatów, które znacznie wpłyną na ich losy.

Nienawidzę, a zarazem uwielbiam Colleen Hoover, za to, co robi ze mną poprzez swoje książki! Raz śmieję się jak głupia, raz ryczę, a innym razem siedzę z otwartą buzią, bo nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Ja nie rozumiem jak ona to robi. Ma ogromny talent do pisania i wzbudzania ogromnej ilości emocji. Idealne są nawet te momenty, w których nas bohaterowie denerwują, bo wiemy, że robią coś, czego nie powinni. To pokazuje prawdziwość historii. Widzimy, że oni także popełniają błędy – ja każdy człowiek. I to jedna z rzeczy, które najbardziej podobają mi się w książkach tej autorki – idealnie oddaje naturę człowieka. Historie przez nią stworzone nie są przerysowane czy przesłodzone. Pokazuje prawdziwe życie.

"Miłość jest najpiękniejszą rzeczą na świecie. Niestety, jest także jedną z tych, które najtrudniej utrzymać, i jedną z tych, które najłatwiej utracić."

Bardzo zżyłam się z bohaterami. Layken dorasta bardzo szybko, przynajmniej z pozoru. Ma na głowie wiele problemów, nie wie czy może ufać Will'owi, co tylko wzmaga jej lekkie rozchwianie emocjonalne. Natomiast Will, który musiał dorosnąć znacznie wcześniej niż ona, w pewnych momentach wraca do poziomu licealnego. Zaczynają się drobne kłamstwa, bezosobowe przeprosiny i dramaty rodzinne. Już w pierwszej części wiele z postaci skradło moje serce - Layken i Will - za ich ogromne uczucie, Kel i Caulder - za ich rezolutność, Gavin i Eddy - za ich wspaniałą przyjaźń. Do grona tych postaci dołączyła Kiersten, która zawładnęła moim sercem, od kiedy tylko się pojawiła. Dzięki niej wiem, co znaczy "motylkować".

To książka o prawdziwej miłości, chociaż nie. To raczej powieść o jej poszukiwaniu, kształtowaniu i przyswajaniu. To powieść o bólu, kłamstwie, piękny słowach, miłości w każdej postaci, dowcipach, trudach dorastania i niezliczonych problemach. I chociaż w życiu jest tak, że nieszczęścia chodzą parami, to myślę, że autorka otworzyła dla swoich bohaterów puszkę pandory. 
Dla fanów Hoover i new adult to powieść obowiązkowa.


"Chciałbym mieć przyjaciół, którym mogę zaufać, którzy kochają mnie za to, kim sięstałem… a nie za to, kim byłem." 


Tytuł:  Point of Retreat (Nieprzekraczalna granica)
Autor: Colleen Hoover
Tom: II
Wydawnictwo: YA!
Ilość stron: 282
Ocena: 10/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu YA!



Udostępnij ten wpis

czwartek, 5 kwietnia 2018

#53 "Slammed" Colleen Hoover



Layken skończyła właśnie osiemnaście lat. Kilka miesięcy wcześniej niespodziewanie straciła ojca. Wraz z kochającą matką i młodszym bratem postanawiają zostawić za sobą przeszłość w Teksasie, by móc rozpocząć nowe życie w Michigan.
Sprzedają dom, pakują rodzinne pamiątki i wyruszają na północ. Każde z nich z innymi obawami i planami na przyszłość. Zarówno Layken, jak i Kel nie chcą porzucać szkoły, przyjaciół, ulubionych miejsc. Nie wiedzą, co ich czeka tysiące kilometrów od domu. Prawdziwego domu.
Julia, choć się martwi, stara się dodać otuchy swoim dzieciom i wesprzeć ich w najtrudniejszych chwilach. Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że już pierwszy kontakt z sąsiedztwem z naprzeciwka zwiastuje poważne zmiany w rodzinnych relacjach.
A to dopiero początek niezwykle emocjonalnej, chwilami przezabawnej historii rodziny Cohen i Cooperów, w której nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ich członkowie staną się sobie bliscy w obliczu śmiertelnej choroby i codziennych problemów.

źródło opisu: opis od wydawcy

"Nie podchodźcie do życia zbyt poważnie. Dajcie mu w pysk, kiedy na to zasługuje."

Uwielbiam powieści Colleen Hoover. Uwielbiam to, jak wyjątkowe są jej historie, jak potrafi zagrać na moich uczuciach i to, jak umiejętnie zaskakuje mnie przy każdej swojej książce. Każda z historii napisanych przez Colleen jest wyjątkowa. Każda z nich ma parę głównych bohaterów, którzy mają swoje własne światy złożone z ich własnych wyjątkowych rzeczy. To właśnie najbardziej podziwiam w twórczości autorki i oczywiście "Slammed" nie mogło tego zabraknąć. Według mnie tej książce nic nie brakuje. 

Layken to młoda dziewczyna, która stawia pierwsze kroki w dorosłym życiu. Na nieszczęście niedawno straciła ojca, a jej matka postanowiła przenieść się do innego miasta, położonego w Michigan. Layken wraz z matka i bratem ruszają w nieznane. Młodzi nie chcą zostawiać swoich wspomnień, przyjaciół i dotychczasowego życia. Jednak matka stara się wspierać ich oboje. Jednak jak się okazuje na miejscu czeka ich wiele zmian, które sprawią, że wszyscy inaczej będą spoglądali na świat. Już w pierwszych dniach pobytu na ich życie będą mieli wpływ nowi sąsiedzi.

Zdawać by się mogło, że Slammed jest kolejnym  romansem. Owszem, jest to romans, ale pamiętać trzeba, że Colleen Hoover nigdy nie stawia na proste rozwiązania. Bohaterowie jej powieści, mimo młodego wieku, często dźwigają spory bagaż doświadczeń. Tak również dzieje się i w tym przypadku. Nie tylko Layken jest postacią, która kogoś straciła. Hoover nie oszczędziła również Willa. Bohater ten musiał przejść przyspieszony kurs dorosłości, dzięki czemu stał się bardzo dojrzały, a podejmowane przez niego decyzje są rozważane pod kątem wszystkich możliwych skutków.

"Tak wiele mnie nauczyła. I nadal uczy mnie tak wiele. Nauczyła mnie kwestionować. I nigdy nie żałować"

Książka podzielona jest na dwie części, a pierwszą z nich kończy bomba, jaką Hoover zrzuca na czytelnika. Drugą część książki w większości przepłakałam. Autorka po raz kolejny zmiażdżyła moje serce. Nie mam pojęcia, jak ta kobieta to robi, ale kocham ją za to, że jej książki tak maltretują mnie emocjonalnie. Przez to trudno będzie mi o nich zapomnieć. Nawet tego bym nie chciała. 
Colleen Hoover tworzy postacie, których nie można nie lubić. Każdy z nich na swój sposób skrada serce. Nie tylko dwójka głównych bohaterów zyskała mają sympatię. Polubiłam braci Layken i Willa za przyjaźń, jaka między nimi się narodziła i za ich rezolutność. Pokochałam Eddie za jej otwarte serce. Aż sama chciałabym mieć ją za przyjaciółkę, taką zwariowaną, a jednocześnie kochaną. Polubiłam także matkę Layken, za jej ogromną miłość do dzieci i za mądrości, jakie im przekazała. Warto o nich pamiętać.

"Żałowanie do niczego nie prowadzi. To patrzenie w przeszłość, której nie można zmienić."

,,Slammed" to magiczna opowieść, która wstrząsnęła moim sercem. Niezwykle emocjonalna, ale jednakowo zabawna porywa do swojego świata i nie pozwala od niego odejść. Wiem, że będę do niej powracała i na nowo przeżywała tę piękną, wzruszającą historię. Nie mogłam się od niej oderwać i sądzę, że wy też nie będziecie mogli tego zrobić. Mam nadzieję, że poruszy Was tak samo, jak mnie. Z całego serca ją polecam i życzę Wam przeżycia niesamowitej przygody, która wstrząśnie waszym światem. A jeśli nadal zastanawiacie się, czy jest to książka dla Was, dajcie jej szansę. Gwarantuję Wam miło spędzony czas. 


Tytuł: Slammed (Pułapka uczyć )
Autor: Colleen Hoover
Tom: I
Wydawnictwo: YA!
Ilość stron: 282
Ocena: 10/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu YA!



Udostępnij ten wpis

#63 "Córeczka" Kathryn Croft

"Czy musiałaś kiedyś żyć w ciągłym wstydzie? To ciężkie brzemię, niewidzialna siła, która tłamsi, wysysa oddech, raduje się każdą ...

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.