poniedziałek, 17 września 2018

#86 "Bad Boy's Girl 2" Blair Holden


"Pozwoliłam  zawładnąć  mężczyźnie  swoimi  emocjami,  bo  nie  sądziłam,  że kiedykolwiek  aż  tak  bardzo  mnie  zrani.  Więc  wpadłam  po  uszy.  A  teraz on odszedł, a ja nadal jestem tą tępą laską, która czuje za dużo."

Pierwszy tom serii dostarczył mi  tak wiele emocji. Szczególnie finał, po którym decyzja sięgnięcia po kontynuacje była koniecznością. Zastanawiałam się, jak potoczą się losy bohaterów w obliczu ich aktualnej sytuacji i jakie obejmą wobec siebie postawy. 

Tessa o’Connell zaczyna studia. Zakochana po uszy, ma nadzieję, że w college’u rozwinie skrzydła. Okazuje się jednak, że nowy początek to nie bułka z masłem wraz z chłopakiem i walizką ubrań zabiera ze sobą wiele problemów. Kiedy mało, co idzie zgodnie z planem, a najbliżsi zastawiają na ciebie pułapki, łatwo stracić grunt pod nogami. Czy chłopak, który obiecał bronić ją przed całym światem jest w stanie uratować Tessę nawet przed samą sobą? Czy dziewczyna poradzi sobie z faktem, że miłość jej życia jest najbardziej pożądaną osobą na roku, a ona jest ledwo dostrzegalna?

Książka napisana jest lekko i przyjemnie w odbiorze, więc podczas czytania nawet nie zauważa się umykających stron i zakończenie nadchodzi za szybko. Oczywiście i tym razem autorka się postarała, by czytelnik na sam koniec wkurzał się niemiłosiernie i klął na czym świat stoi. Osobiście lubię, gdy zakończenia wywierają na mnie taki wpływ i cieszę się niesamowicie, że ostatni tom mam w domu i za chwilę poznam koniec tej historii.



W tej części Tessa znów zaczyna się zmieniać w zakompleksioną dziewczynę, która najchętniej stałaby się niewidzialna, źle radzi sobie w nowym towarzystwie Cole’a i najlepiej jakby nigdzie nie musiała z nim wychodzić. Nadal ją lubię, ale nie zmienia to faktu, że momentami okropnie mnie irytowała. Czasami denerwowało mnie jej zachowanie, bo ja w wielu sytuacjach zachowałabym się całkiem inaczej, ale jak wiemy, bohaterzy są po to, by wzbudzać w nas wiele skrajnych emocji. Jeżeli chodzi o Cole’a, to muszę przyznać, że na sam koniec okrutnie mnie wkurzył. Wiem, że chciał dobrze, że chciał chronić Tessa, no ale kurcze nie mogę się z tym tak do końca pogodzić. Każdy z bohaterów został przedstawiony bardzo dokładnie i dzięki temu od razu wzbudzają w czytelniku  sympatię.

"Bad Boy's Girl 2" to kontynuacja utrzymana na poziomie swojej poprzedniczki, wciąż miło zaskakująca pobocznymi watkami dotyczącymi więzi rodzinnych i siły przyjaźni. Miło było mi ponownie stanąć w obliczu dramatów głównych bohaterów i przyznaję, że jestem ciekawa ostatecznego finału. Polecam ! :)

Tytuł:  Bad Boy's Girl 2
Autor:   Blair Holden
Tom: II
Data wydania: 18 kwietnia 2018
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron:  336

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Jaguar


Udostępnij ten wpis

niedziela, 16 września 2018

#85 "Trust again" Mona Kasten


"Nie zawsze udaje się zostawić przeszłość za sobą, zwłaszcza jeżeli człowiek dusi wszystko w sobie. Przeszłość ma to do siebie, że nie odpuszcza, dopóki człowiek się z nią nie zmierzy."

„Ona postanowiła skończyć z miłością. On nie chce z niej zrezygnować.
Od pierwszej chwili, gdy zobaczyła Spencera Cosgrove, Dawn wiedziała, że ma poważny problem. Spencer jest seksowny, szarmancki i pogodny, idealnie w jej typie, i od razu zaczyna z nią flirtować. Dawn jednak przysięgła sobie, że nie zwiąże się już z żadnym mężczyzną. Za bardzo cierpiała, gdy zaufała niewłaściwemu człowiekowi, za bardzo boli rana, jaką była jego zdrada. Ale Spencer nie daje za wygraną. A kiedy okaże się, że i on skrywa bolesną tajemnicę, Dawn zrozumie, że nie zdoła oprzeć się temu, który stawia jej świat na głowie…”

Pierwszy tom cyklu Begin again (Recenzja)   niesamowicie przypadł mi do gustu, więc oczywistością było to, że przeczytam następną część, choćby po to, by kolejny raz spotkać Kadena i Allie, których ogromnie polubiłam. Ich historia była ciekawa i wciągająca, więc liczyłam na to, że z Dawn i Spencerem będzie tak samo. Czy miałam rację? Oczywiście, że tak!

„Trust again” to książka, która opowiada historię Dawn i Spencera. W pewnym momencie odkrywają, że zaczynają czuć do siebie coraz więcej. Pojawia się przyciąganie i pożądanie, z którym żadne z nich nie potrafi walczyć. Niestety Dawn nie jest gotowa na nowy związek, boi się kolejny raz zaufać, by znów nie zostać  zraniona. Czy Spencer będzie miał tyle siły, by przekonać dziewczynę, że nie każdy mężczyzna jest taki, jak jej były? Czy Dawn otworzy się na nową miłość?

Dawn jest niepozorną, uroczą dziewczyną, a tak naprawdę: waleczną przyjaciółką, córką wychowaną tylko przez ojca oraz pisarką publikującą swoje opowiadania w internecie. I uwierzcie mi, nie są to byle jakie opowiadania, bowiem Dawn pisze erotyki z których się utrzymuje, choć jednocześnie wstydzi się swojej twórczości. Dawn jest zabawna, wytrwała i poświęca się dla bliskich.

Nie inaczej jest w przypadku Spencera, który powala na łopatki swoimi zabawnymi komentarzami. To nie ten standardowy typ casanovy, tylko całkiem sympatycznym chłopak z przeszłością, która z czasem zostaje pokazana czytelnikowi. Właśnie z tymi przeszłymi wydarzeniami muszą się zmierzyć Spencer oraz Dawn. Obydwoje przeszli w życiu więcej niż ich przeciętny rówieśnik, a teraz przyszła pora na pogodzenie się z tym, co było i zaakceptowaniem siebie. Oczywiście, nie jest to wcale takie łatwe...

"Własny ból to nic w porównaniu z cierpieniem, którego człowiek doznaje, obserwując nieszczęście bliskiej osoby."

Styl Mony Kasten jest prosty i przyjemny. Pisze przejrzyście i sprawia, że czytelnik pochłania kolejne zdania, po czym nawet nie wie, kiedy właściwie dobrnął do epilogu. W ogóle zaczynam mieć wrażenie, że niemieckim autorkom New Adult wychodzi po prostu dobrze! Podobnie pozytywne odczucia miałam względem Lata koloru wiśni. Nie mogę się doczekać  historii Sawyer oraz Isaaca w Feel again, licząc, że trzeci tom tej serii spodoba mi się równie mocno.

Podsumowując, jak już zapewne mogliście zauważyć, Trust again Mony Kasten bardzo przypadło mi do gustu. Na pewno książka ta znajdzie specjalne miejsce na liście moich ulubionych. Czytając tę powieść, świetnie się bawiłam i nabrałam apetytu na więcej książek tej autorki. Dlatego jeżeli ktoś potrzebuje zabawnego, uroczego romansu z ciekawymi postaciami, to zdecydowanie polecam Trust again.


 Tytuł: Trust again
Autor:  Mona Kasten
Tom: II
Data wydania: 6 czerwca 2018
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 344


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Jaguar



Udostępnij ten wpis

niedziela, 2 września 2018

#84 "Miłość szeptem mówiona" Monika Joanna Cieluch


"I choć bardzo chciała mu uwierzyć,gdzieś w zakamarkach duszy czuła,że zapewnienia Piotra są jak papierowe łódkiprzemierzające taflę srebrzystego jeziora...Z góry skazane na niepowodzenia."

Margaret Megan Murphy to młoda, zbuntowana Brytyjka, która nie lubi przyznawać się do swoich polskich korzeni. Pewnego dnia jednak, za sprawą ultimatum postawionego jej przez egocentryczną i upartą babkę, będzie musiała zmierzyć się z kwestią swojego pochodzenia. Pomóc ma jej w tym wyprawa do kraju przodków, gdzie dziewczynę czeka trudna szkoła przystosowania się do prawdziwego, pozbawionego luksusów życia.

Książka napisana jest nadzwyczaj lekko, prosto, bez zbędnych ubarwień. Czytanie jej jest czystą przyjemnością, bo historia Margaret dostarcza wielu emocji i wrażeń. Naprawdę warto sięgnąć po tę powieść, bo autorka ukazała w niej prawdę o miłości, która nie zawsze niesie szczęście i radość, czasami także sprawia ogromną przykrość i ból. To także jedna z takich książek, od których czuć literacką świeżość. Autorka nie raz mnie zaskoczyła, a to zawsze sobie cenię, bo nie każdy pisarz to potrafi. Tajemnice i niespodziewane zwroty akcji. Na ogromny plus zasługuje zakończenie, które niebywale mnie zaskoczyło.

Akcja powieści jest wielowątkowa. Poznajemy życie Margaret, historię miłosną jej babci, a także historie mieszkańców Strzyczewic, które mają jakiś związek z naszą główną bohaterką, albo jej babcią. To chyba taki styl, który od razu kojarzy się nam z polską literaturą obyczajową, ale to właśnie on nadaje jej uroku. Poza tym cała fabuła książki wcale nie jest tak prosta, jakby nam się mogło po przeczytaniu opisu wydawać. Jest lekko, ale nie brakuje dramatu, rozstań i przede wszystkim nieporozumień bohaterów, a to sprawia, że razem z nimi przeżywamy różne emocje i współczujemy im. I za to właśnie kochamy literaturę obyczajową. 

"Kochać kogoś to znaczy zrobić wszystko, by mógł być szczęśliwy. [...] Najgorsze, co może spotkać dwójkę ludzi, to wzajemne obwinianie się o uczynienie siebie nieszczęśliwymi."

Kreacja bohaterów wyszła autorce świetnie, choć nie ukrywam, że na samym początku miałam ogromną ochotę, by udusić główną bohaterkę. Irytowało mnie jej zachowanie, ale na całe szczęście później było już lepiej. Poza tym, gdyby Margaret była słodka i cudowna już od pierwszej strony, to myślę, że cała historia straciłaby swój sens. Bohaterów jest sporo, a każdy z nich wnosi coś swojego do całej opowieści. 

"Miłość szeptem mówiona" to powieść obyczajowa, więc i w takich klimatach została utrzymana fabuła. Lekka forma, prosty język, sympatyczni bohaterowie i ich wiarygodne perypetie przedstawiły przed czytelnikiem różne oblicza miłości i przyjaźni. Na tle niezwykle malowniczej miejscowości Margaret zmierzyła się z tajemniczą przeszłością swojej rodziny i zabawiła w detektywa, tworząc dookoła sympatyczny klimat zagadki. 

To idealna propozycja na nadchodzące  jesienne wieczory! Ciepła, serdeczna lektura z bohaterką, która dostarczy Wam wiele skrajnych emocji i ładnie opowiedziana historia to opowieść o ludziach, którzy musieli otworzyć się na świat. Prosta, choć nie pozbawiona elementów zaskoczenia, z solidną porcją emocji lektura zapewni Wam kilka godzin dobrej zabawy i pokaże, że w życiu liczy się coś więcej.


Tytuł:  Miłość szeptem mówiona
Autor:  Monika Joanna Cieluch
Wydawnictwo:  Novae Res
Data wydania:  22 czerwca 2018
Ilość stron:  421


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Novae Res


Udostępnij ten wpis

niedziela, 5 sierpnia 2018

#83 "Jak upolować pisarza" Sally Franson



"Umysł i serce są tak kruche. Na jakiś czas straciłam oba. Tylko wyjątkowi ludzie i wyjątkowe książki – które przypinają ci, że owszem, jakiś czas temu umarłeś, ale wciąż możesz powrócić do życia – pomagają ci je odzyskać"

  Casey mimo swojego wieku wiele osiągnęła.  Jest dyrektorką kreatywną w agencji reklamowej, stała się specjalistą w swoim fachu, nie znajdziecie nigdzie lepszej. Skupiona w dążeniu do celu i walce o  osiągnięcia szczytu kariery jest zdolna do niemal wszystkiego. Kiedy otrzymuje kolejne zadanie od swojej szefowej bez wahania podejmuje się go i stara się wypełnić wszystko jak najlepiej. Tym razem Casey pozyskuje pisarzy do kampanii reklamowej, wszystko zapowiadało się dobrze, do czasu. Kiedy poznaje przystojnego Bena, pojawia się ogrom komplikacji. Czy świat reklamy i literatury mogą razem współgrać? Czy w tym wszystkim znajdzie się miejsce na uczucia?

Fabuła książki jest z pewnością ciekawa, jednak muszę przyznać, że sposób w jaki autorka ją opisała początkowo nie przypadł mi do gustu. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron bardzo męczyłam się podczas czytania "Jak upolować pisarza?". Opisy wydawały mi się zdecydowanie zbyt długie, przez co miałam wrażenie, że zabrakło tutaj dynamiki. Dopiero po jakimś czasie udało mi się wkręcić w całą historię i zaczęłam ją czytać z ciągle rosnącym zainteresowaniem. Nie będę ukrywać, że sięgając po książkę spodziewałam się po niej zdecydowanie czegoś więcej. I chociaż powieść okazała się lekka i przyjemna to niestetyniedosyt pozostał.

"Bo książki, te dobre, te, które zawsze chcesz mieć pod ręką i do których wracasz, nigdy nie zawodzą. To najlepszy rodzaj ucieczki, bo zamiast odciągać cię od siebie samego, będą wokół ciebie krążyć i na koniec zawsze cię do siebie przywiodą i pomogą nie tylko spojrzeć na sytuację świeżym okiem, ale także przyjrzeć się na nowo samemu sobie."

 Książka porusza bardzo powszechny temat, jakim jest internet i to co się tam publikuje, ale także wspinanie się po drabinie uznania. Kariera w życiu Casey, jest na pierwszym miejscu, to coś gdzie ona się spełnia i chce być najlepsza. Chce być w centrum uwagi, doceniana, poważana. Na to wszystko złożyło się jej dzieciństwo i późniejsze lata. Brakowało jej, by ktoś ją chwalił za dobrą pracę, dlatego robiła wszystko, by pokazać się z jak najlepszej strony. Szkoda tylko, że nie zawsze kierowała się mózgiem i nie przemyślała swoich poczynań. 

   To nie jest powieść stricte o miłości, jakimś nudnym romansie.  Romans to dodatek do tej jakby nie było trochę psychologicznej książki. Bo tutaj na głównym planie mamy karierę, a miłość jest jakby profitem. Ten związek niestety nie jest piękny, nie jest usłany różami. Przeżywa swoje kryzysy; małe i te duże. Ale to wszystko ma głębsze podłoże. 

Casey jest dość specyficzną bohaterką, która ma swój własny unikalny charakter, prawie nie do podrobienia. W pewnych sytuacjach zachowuje się zupełnie inaczej niż powinna, niż by się tego od niej wymagało, inaczej niż ja bym tego od niej oczekiwała. Zazwyczaj w takich momentach napisałabym, że jej reakcje są niewłaściwe, nieadekwatne i dziwne. Owszem, może i takie są, ale one mają swoje uzasadnienie, bo Casey jest po prostu taką osobą, która czasem jest jak słoń w składzie porcelany. Patrząc na jej przeszłość, stosunki z rodziną i przyjaciółmi, a także cały jej charakter, wszystkie jej zachowania mają swoje uzasadnienie. Ile ludzi, tyle reakcji. Grunt to logicznie je pokazać, a tutaj właśnie tak zrobiono.


 "Nawet gdy twoje życie staje w płomieniach - spróbuj się pocieszyć, że nie marzniesz"

 Autorka w swojej debiutanckiej powieści ukazała istotne wątki, jakimi są wieczna pogoń za karierą i pieniędzmi, nagminność  mediów czy kształtowanie się ludzkiej osobowości. Pokazuje, jak w splendorze sławy łatwo zatracić hierarchię podstawowych wartości. Powieść nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak będzie świetną propozycją dla osób ciekawych świata showbiznesu.


Tytuł:  Jak upolować pisarza?
Autor:  Sally Franson
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania:  18 lipca 2018
Ilość stron:  384

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak Literanova


Udostępnij ten wpis

czwartek, 2 sierpnia 2018

#82 "Pokój Służącej" - Fiona Mitchell


"Kiedy człowiek nie ma może mieć tej jednej rzeczy, na której mu zależy, wydaje się, jakby nie miał nic."

Chyba większość z was słyszała o powieści i filmie Służące, historia z czasów segregacji rasowej wstrząsnęła wieloma osobami. Nawet się nie spodziewałam, że kiedykolwiek przeczytam książkę w tym stylu. Tymczasem wśród zapowiedzi Wydawnictwa Literackiego mogliśmy zobaczyć książkę o ślicznej okładce, która wpada w oko i obiecuje dobre, literackie doznania. Możemy się przenieść do Singapuru i zanurzyć się we współczesności pełnej zakłamania, hipokryzji i dwulicowości. Powieść do przeczytania jednym tchem, wciągająca i dająca nadzieję.

Pokój służącej opowiada losy dwóch sióstr, które dla utrzymania swoich rodzin musiały zostawić dzieci pod opieką bliskich i wyjechać do pracy poza granice kraju. Starsza Tala zostawiła dwóch synów. Początkowo pracowała w Hongkongu, by później przenieść się do Singapuru. Tam dołączyła do niej Dolly, która w domu zostawiła zaledwie kilkumiesięczną córeczkę. Obie nie mają lekko w swojej pracy. Mieszkają w ciasnych komórkach przy mieszkaniach swoich pracodawców. Nałożonych jest na nich szereg nakazów i zakazów. Dodatkowo część z ich znajomych dostaje głodowe racje jedzenia przy pracy, która wymaga mnóstwo energii.

Brytyjska dziennikarka i pisarka Fiona Mitchell przez trzy lata pracowała w Singapurze i mieszkała na osiedlu, na którym razem z rodzinami mieszkały  na stałe pomoce domowe. Rozmawiała ze służącymi, które dzieliły się z nią swoimi przeżyciami i historiami. Natknęła się także na blog, gdzie umieszczone były zasady obowiązujące pomoce domowe. Dzięki zebranym materiałom napisała powieść, która porusza kwestie współczesnego niewolnictwa i jest głosem w walce o godność i prawa kobiet.

Autorka bardzo wzruszająco przedstawiła macierzyństwo i poświęcenie kobiet, by zapewnić lepszą przyszłość swoich dzieciom. Dolly w kraju zostawiła z matką dziesięciomiesięczną córeczkę, którą od pięciu lat widuje tylko przez Skype'a. W bezsenne noce kołysze małego synka pracodawców, wtula się w ciałko pachnące kremem i pragnie znaleźć się obok córeczki. Tala nie mieszka ze swoimi synami już od osiemnastu lat. Z rodziną kontaktuje się przez Skype'a i jeździ do rodzinnej wioski tylko w nagłych sprawach. Gdy wyjeżdżała po raz pierwszy do pracy nie było jeszcze komunikatorów internetowych i przez trzy lata nie widziała synów. Wracając do Tagudin, zastanawiała się, czy się zmieniła i czy oni się zmienili. Czy będą jeszcze do siebie pasować? Mąż Tali nie nosi obrączki, gdy ona wyjeżdża. Więź między nimi rozluźnia się i nie są ze sobą tak blisko jak dawniej. Tala nie ma miejsca, które mogłaby nazwać domem.

W powieści ukazany jest smutny obraz kobiet pracujących jako pomoce domowe w Singapurze. Zbuntowana Tala nie może znieść Vandy strzykającej jadem na zagraniczne pomoce domowe. Vanda pisze jak postępować ze służącą, jak pozbyć się jej z domu, gdy nie jest już potrzebna, obwinia je o zaniedbania i kradzieże, publikuje rozmowy z niezadowolonymi pracodawcami, ale najgorsze jest to, że zamieszcza zdjęcia służących, ich nazwiska i listę uchybień. Na swoim blogu Tala pisze o wykorzystywaniu i obłudzie pracodawców. Wymienia uchybienia: stosowanie monitoringu, by potajemnie obserwować służące w ich pokojach, kradzież zarobków, zakaz opuszczania domu, zmuszanie do spania pod stołem, zatrzymywanie paszportu, szczypanie za pośladki, bicie po twarzy, wykorzystywanie seksualne i inne. 

,,Pokój służącej" to bardzo dobra powieść poruszająca w przystępny sposób ważne tematy związane ze współczesnym niewolnictwem, dyskryminacją rasową, walką o godność i prawa kobiet oraz o lepszy byt dla swoich rodzin. Przejmująca i smutna historia filipińskich kobiet, ale napisana z humorem i dająca nadzieję. 

Tytuł:  Pokój służącej
Autor:  Fiona Mitchell
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania:  4 lipca 2018
Ilość stron:  320

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.


Udostępnij ten wpis

piątek, 27 lipca 2018

#81 "Kroniki Jaaru. Siedem Bram" Adam Faber


"Przechadzała się między złotymi komnatami, wszędzie widząc przepych. Szła z potarganymi, brudnymi włosami przed siebie, chuda i wciąż łaknąca."

Czarownica nie może wymarzyć sobie lepszego życia. Kate Hallander wreszcie ma u boku ukochanego Jonathana, a dzięki nowym przyjaciołom, w spokoju zgłębia tajniki swojej magicznej mocy. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie wstrząsające wieści z Jaaru. W tajemniczych okolicznościach, tuż przed swoim ślubem z księciem ferów, znika Fione ỳl Maas. Oznacza to, że Kate oraz Strażnicy Żywiołów znów będą mieli ręce pełne roboty. Poszukiwania zaginionej ferini zaprowadzą ich do serc dwóch, odwiecznie walczących ze sobą krain, Elphame i Tir-na-Nog. Po drodze czeka ich jednak otwarcie wielu drzwi, za którymi czają się liczne niebezpieczeństwa, a kręta ścieżka z każdym krokiem będzie się wydawać bardziej zawiła. Smoki, wiedźmy i krwiożercze demony – świat Jaaru staje się coraz mroczniejszy.

 [opis wydawcy]

Adam Faber od początku ujął mnie swoim stylem, ponieważ pisze w sposób przyjemny, lekki i przystępny dla każdego.  Kiedy porównuję wszystkie trzy części, dochodzę do wniosku, że właśnie ten tom póki co jest najlepszy. Strony przewracałam z prędkością światła i z wypiekami na twarzy obserwowałam ruchy naszych bohaterów. W końcu mogłam bliżej poznać magiczny świat ferów i innych fantastycznych stworków. 

"Magia jest potężną siłą, która napędza świat."

Nie mogę doczepić się do kreacji bohaterów, ponieważ zaszły w nich bardzo poważne zmiany. Kate powoli staje się dojrzałą, mądrą i sympatyczną młodą czarownicą, która w końcu postanawia stawić czoło swoim wrogom i z pokorą przyjmuje na własne barki swoje przeznaczenie. Od pierwszej części ta wiedźma zdobyła moją sympatię, lecz zdarzały się momenty kiedy mnie strasznie irytowała.  W tym tomie tak nie było! Naprawdę jestem pod wrażeniem jej ogromnej przemiany i mam nadzieję, że w kolejnych tomach będzie jeszcze lepsza!

 Jeśli natomiast chodzi o Fiona to go uwielbiam jeszcze bardziej, ponieważ jest to cudowny męski bohater. Dawno nie spotkałam tak dobrej, wyrozumiałej i oddanej postaci w fantastyce. Podziwiam tego chłopca za wszystko - za siłę, determinację i umiejętność przyznania się do własnych błędów. Kate ma wielkie szczęście, że to właśnie on jest jej powiernikiem i ferem .



A teraz kilka słów o okładce ! Zakochałam się w tym zielonym kolorze i w smoku, którego możecie zobaczyć na środku. Moim zdaniem oprawa graficzna idealnie pasuje do treści. A oprócz tego niesamowicie psuje do poprzednich części i ładnie wygląda na półce. Jednak jak sami dobrze wiecie, nie wolno oceniać książki po okładce, więc  najpierw trzeba poznać jej wnętrze. Książka w środku również jest przepięknie wydana, dlatego czytanie jej to czysta przyjemność. 

„Kroniki Jaaru. Siedem Bram” to świetna kontynuacja przygód Kate. Trzeci tom nie spuszcza z gazu, ale i nie dociska bardziej. Jest na poziomie, co pozwoli autorowi na napisanie naprawdę epickiego zakończenia. Książki Fabera to nie tylko ciekawa i wciągająca opowieść o młodej czarownicy, ale i piękne okładki, które kradną serce i sycą oko.

Tytuł:  Kroniki Jaaru. Siedem Bram
Tom: III
Autor:  Adam Faber
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania:  28 lutego 2018
Ilość stron:  546

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona i We need YA.

Udostępnij ten wpis

czwartek, 26 lipca 2018

#80 "Ostatnia chowa klucz" Ałbena Grabowska



"Jedni uważają, że kiedyś byli inni, drudzy, że kiedyś chcieli być inni, ale im się nie udało. Według mnie ludzie się nie zmieniają. Rodzą się z pewnymi predyspozycjami i hoduję je w sobie niczym rzadkie kwiaty lub pozwalają rosnąć jak chwastom. Im lepsze cechy dostaliśmy przy urodzeniu, tym bardziej się plenią, wypuszczają coraz więcej pędów i rozrastają w gęsty żywopłot. Ja należałem do tego drugiego gatunku."

Małe miasteczko, zwykły poniedziałek, wieczór. Grupa nastolatek spotyka się na opuszczonym poddaszu. Jedna z nich przechodzi inicjację, która ma być jej przepustką do tego zamkniętego klubu. Trochę dziwnych rytuałów, wymiana fantów i… po wszystkim. Dziewczyna jednak nie wraca do domu. I życie żadnej z uczestniczek tego wieczoru nie będzie już takie samo. Wydarzenie to wpływa również na życie ich rodzin, sąsiadów, którzy już zawsze będą podejrzliwie na siebie spoglądać, szukając tego, który nie wahał się zrobić krzywdę młodej dziewczynie. A zasłony w oknach będą już zawsze szczelnie zasłonięte. Czy można ufać ludziom, którzy nas otaczają? Co ukrywają osoby pozornie dobrze nam znane? 
źródło opisu: http://ksiegarnia.zwierciadlo.pl/ostatnia-chowa-klucz.html


Główną bohaterką książki jest Marzena Popielewicz – szesnastoletnia uczennica liceum w niewielkim podwarszawskim miasteczku. Jej koleżanki pochodzące z zamożnych rodzin stojące wysoko w szkolnej hierarchii decydują się na przyjęcie do swojego grona skromnej, niezbyt majętnej dziewczyny. Decyzja ta wywołuje u Marzeny ogromne zdziwienie. Po inicjacji, która staje się przepustką do zamkniętej grupy, Julia nie wraca do domu. Jej rodzina i sąsiedzi zastanawiają się nad tym, kto mógł wyrządzić krzywdę dziewczynie. Zniknięcie nastolatki uruchamia ciąg tragicznych wydarzeń. Marzena decyduje się rozpocząć własne śledztwo, które ma pomóc w rozwikłaniu tajemniczych zagadek. Jej zachowanie wskazuje jednak na to, że od dotarcia do prawdy ważniejsze jest dla niej bycie w centrum zainteresowania. Czy Marzena może mieć jakiś związek z tajemniczym zniknięciem Julii?

Niepokojąca zmiana następująca w stosunkach między dziewczynami przynosi tylko coraz więcej obaw o to, jakie będą konsekwencje. Czy jednak zaginięcie Julii, narażonej na wiele nieprzyjemności pod pozorem „inicjacji” ma jakiś związek ze sceną, która rozegrała się w pokoju na strychu? Powieść bardzo szybko uderza w mroczniejsze tony. Miejsce zwykłej, szkolnej codzienności zajmuje strach przez porywaczem, w małym gronie koleżanek ze strychu wzmocniony także niepewnością odnośnie ich nieokreślonego udziału w zdarzeniu. Jednak jest jeszcze jeden wątek, dodający opowieści niepowtarzalnego uroku: obecność kilku osób, które Marzena spotyka na swojej drodze podczas powrotu do domu owej feralnej nocy. Osób, z których każda obarczona jest sporym bagażem problemów przeszłych i obecnych – na swój sposób „zwariowanych” – zachowujących się jak zwiastuny nieszczęścia. Oni też staną się głównym bodźcem, który skłoni Marzenę do podjęcia własnego śledztwa w sprawie zaginięcia koleżanki. Oni i… dziwne rozmowy pomiędzy rodzicami i jej, i jej koleżanek.

Każdy rozdział rozpoczyna fragment z perspektywy porywacza (przez co wiemy, że jest on mężczyzną, który porusza się w pobliżu grupki dziewczyn), a kończy spojrzenie jeszcze jednej osoby – kobiety obserwującej jego poczynania. Można z tych dwóch części wysnuć wiele domysłów, jednak nie na tyle, by móc z całą pewnością wskazać sprawcę. Niepokojący fakt istnienia osoby, która zna i grupkę bohaterek, i ich prześladowcę, wzmaga poczucie zagrożenia w dwójnasób. Sama Marzena zaś dokłada swoje, wypytując kolejne osoby, od kolejnych dostając ostrzeżenia… Czy to ktoś z sąsiadów, skoro przecież mają nie po kolei w głowach? Może rodzic którejś z dziewczyn, w końcu niektóre z ich zachowań również wydają się podejrzane? A może ktoś jeszcze inny? Chociaż dość szybko można wskazać najbardziej podejrzaną grupkę, na ilość wskazówek pozwalającą wskazać jedną osobę, przyjdzie nam czekać dłużej.

Na końcu książki umieszczono ciekawostkę – nierozdzielone strony, zawierające dodatkowy fragment tekstu. Zalecenie wypisane na nich sugeruje, by rozciąć je dopiero wówczas, gdy zakończy się czytanie powieści. Nie powiem, czy moje wzrastające coraz bardziej oczekiwania co do ujawnienia tej „tajemnicy” spełniły się, czy pozostawiła ona po sobie rozczarowanie, powiem tylko – nie zaglądajcie tam wcześniej. Tam naprawdę jest całe wyjaśnienie, do ostatniej możliwej wątpliwości. No i czy to nie jest najlepszy bodziec do tego, by książkę skończyć jak najszybciej?

„Ostatnia chowa klucz” oceniam bardzo pozytywnie. Zdecydował o tym klimat – bardzo niepokojący, realistyczne oddanie reakcji dziewczyn, ich sprzeczne emocje i pogłębiający się strach, dobrze rozwinięty wątek miłosny i bohaterka, z którą można się identyfikować: inteligentna, ale niepozbawiona naiwności. Moje pierwsze spotkanie z prozą Ałbeny Grabowskiej uważam więc za całkowicie udane. 

Tytuł:  Ostatnia chowa klucz
Autor:   Ałbena Grabowska
Wydawnictwo:  Zwierciadło
Data wydania: 13 września 2017
Ilość stron:  300

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zwierciadło

Udostępnij ten wpis

środa, 25 lipca 2018

#79 "Właśnie tak!" Anna Szafrańska



"Miłość jest sensem naszego istnienia. I nawet największa tragedia, jaka nas dotyka, smakuje inaczej, gdy jest obok ktoś, kto potrzyma nas za rękę."

Stefania Trocka jest dwudziestoczteroletnią dziewczyną, która po skończeniu studiów dziennikarskich została zatrudniona w prestiżowym magazynie, a dodatkowo jest bardzo poczytną pisarką nastoletnich romansów. Stefę stać na markowe ciuchy, wspaniałe mieszkanie w centrum Warszawy i dobry samochód. Dziewczyna jednak boryka się z bolesną przeszłością i nie ma kontaktu z rodziną, z którą wcześniej była bardzo zżyta. Wszystko się komplikuje, gdy dostaje zaproszenie na ślub kuzynki i postanawia pojechać na kilka dni do rodzinnej Drzewicy. Tam na nowo odżywają wspomnienia, ale na horyzoncie majaczy szansa na ponowne szczęście. Stefa będzie musiała dokonać wyboru – albo znów ucieknie, albo zmierzy się z przeszłością.

Od samego początku bohaterowie zawładnęli moim sercem. Wraz z nimi przeżywałam ich wzloty i upadki, uczucia, ból. Stefania, Stefcia - wcześniej jakoś specjalnie nie podobało mi się to imię, a tu wręcz je pokochałam. Stało się to za sprawą postaci głównej bohaterki. Pierwszoosobowa narracja pozwoliła na zżycie się z nią, poznanie jej myśli, uczuć i rozterek. Natomiast Michał, a raczej Pan Wolno-Mi-Wszystko, okazał się romantycznym, czułym, mądrym mężczyzną, ale skrywającym tajemniczą przeszłość. Czy będzie potrafił się otworzyć? Bardzo kibicowałam ich miłości, ale autorka rzuciła im wiele kłód pod nogi. Czy będą szczęśliwi? Natomiast drugoplanowe postacie zostali odpowiednio wkomponowane w opowieść i mają swój wkład w przebieg wydarzeń.

"- Stefi... miłość to nie jest coś, co się wybiera. Ona albo nas dopada, albo nie. Jak śmiertelna choroba. To, czy ty się zakochasz w tym konkretnym mężczyźnie, nie zależy od ciebie. To, że pójdziesz do marketu i wybierzesz ser feta albo goudę, to tak. Ale nie jeśli chodzi o zakochanie. To po prostu się dzieje... właśnie tak! Jak pstryknięcie palcem."

Nie sposób nie pochwalić języka jakim operuje Autorka. Anna Szafrańska, buduje szczere i dynamiczne dialogi, pisze lekko i wyraziście, a także  nie zapomina o emocjach. Fabuła toczy się jednostajnym rytmem, a Autorka karmi nas plastycznymi i barwnymi opisami, pozwalając na pełne wyobrażenie sobie danej sceny. Ponadto całość niejednokrotnie wywołała na mojej twarzy szczery uśmiech, co uważam za duży atut. 

"Właśnie tak!" to idealna propozycja na lato. Ciepła, sympatyczna i bardzo pogodna. Pełna niespodzianek czekających na drodze głównej bohaterki, nie zawsze dobrych. Pośród zabawnych scen i złośliwych dialogów odnaleźć można także głębsze wartości - o sile rodziny, przyjaźni i miłości, o zdradzie którą można wybaczyć, o zatraconym poczuciu bezpieczeństwa i konsekwencjach błędnych wyborów w przeszłości. Anna Szafrańska karmi nas emocjami, a także uświadamia nam, iż nigdy nie jest za późno na to, aby rozpocząć nowe i lepsze życie. Gorąco polecam!

Tytuł:  Właśnie tak!
Autor:  Anna Szafrańska
Wydawnictwo:  Novae Res
Data wydania:  07.06.2018
Ilość stron:  302

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Novae Res

Udostępnij ten wpis

sobota, 21 lipca 2018

#78 "Paleta marzeń" Małgorzata Falkowska


"Życie jest zbyt krótkie, by robić w nim coś czego się nawet nie lubi. " 

     Magda, to bardzo młoda i doświadczona przez los matka i rozwódka. Niespodziewanie trafia na Alka, młodego artystę, który wkroczy do życia dziewczyny i sporo w nim namiesza. Czy wspólne siedem dni sprawi, że spojrzą na siebie zupełnie inaczej? Czy jeden tydzień może zmienić ich życie? 
Znam prawie całą twórczość Małgorzaty Falkowskiej, a na każdą kolejną książkę autorki oczekuję z ogromnym zniecierpliwieniem. Na całe szczęście, było mi dane przeczytać Paletę marzeń i powiem Wam, że to była naprawdę cudowna, piękna, wzruszająca opowieść ubrana w całą paletę uczuć, emocji i miłości. 
Niewątpliwą zaletą Palety jest dwutorowa narracja, prowadzona z punktu widzenia Magdy i Alka. Naprzemiennie poznajemy ich uczucia, myśli, powątpiewanie, wewnętrzną walkę o własne szczęścia, a także plany na przyszłość. 

"Czy w ogóle jest odpowiednia chwila, by wyznać komuś miłość? Jeśli jest gdzieś zapisana, to chyba w nieznanym mi kodeksie wyznawania miłości. Jedno było pewne - te dwa słowa, które właśnie tworzyłem na ścianie tunelu przed jej oczyma, płynęły z głębi mojego serca"


Głównych bohaterów nie można nie lubić, bynajmniej tak mi się wydaje. Moją sympatię zyskali bardzo szybko. Nawet gdy popełniali błędy, liczyłam że są one chwilowe i przebrną przez każdą kłodę podstawioną im pod nogi. Oboje pochodzą z dwóch różnych światów. Ona wychowana w bogatym domu przez rodziców, on natomiast wychowany w zupełnie innych warunkach. Oboje w swoim życiu doznali wiele szczęścia i miłości, jak również smutku i cierpienia. 

Paleta marzeń również porusza ważny temat, jakim jest przemoc domowa. Autorka otwiera oczy czytelnikowi na ten ważny i trudny życiowy aspekt, który często jest zamiatany pod dywan. Nigdy nie bądźmy obojętni na ten temat.

Paleta marzeń, to jedna z tych hipnotyzujących historii, którą przeżywa się wraz z bohaterami. Autorka zabiera nas w piękną podróż ulicami Torunia, i z niebywałą lekkością obrazuje świat młodych, zagubionych ludzi, którzy utracili swoje miejsce na świecie i poszukują go na nowo. Pokazuje czytelnikom, iż podejmowanie życiowych decyzji nie jest proste. Ta piękna historia zawładnie waszym sercem gwarantuje wam to !. Książkę nie będziecie czytać tylko dla przyjemności, a pochłoniecie ją z zapartym tchem! Bardzo wam polecam ! Nie zawiedziecie się ! :) Ja z pewnością jeszcze nie raz wrócę do tej wspaniałej historii. 


Goń marzenia!

Tytuł:  Paleta marzeń
Autor:  Małgorzata Falkowska
Wydawnictwo:  Lira
Data wydania:  2018
Ilość stron:  352

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Lira



Udostępnij ten wpis

środa, 18 lipca 2018

#77 "Nie Ufaj Nikomu" Kathryn Croft


"To kłamstwa zostawiają największe blizny, wywołują nieufność."

Główną bohaterką jest Mia, kobieta której mąż Zach 5 lat temu popełnił samobójstwo. Po znalezieniu jego zwłok okazało się, że w pokoju jest pełno krwi jego studentki Josie, która zaginęła bez śladu. Mia przeżyła trudne chwile, napiętnowanie publiczne, powoli zaczęła żyć dalej, głównie dla córeczki. Jest dla niej szokiem to, że jej ukochany okazał się jej niewierny a na dodatek odebrał sobie życie i pozbawił jej córeczkę ojca...
Na samym początku dowiadujemy się, że Mia została psychoterapeutką i pewnego dnia poznaje Allison - pacjentkę, która wypowiada znaczące słowa i ucieka "Twój mąż nie popełnił samobójstwa". Mia od nowa zaczyna rozpamiętywanie przeszłości i próbuje odnaleźć Allison, żeby dowiedzieć się, dlaczego ona tak uważa. Nie do końca wierzy tej dziwnej kobiecie, ale czuje że nie może tego olać i próbuje z całych sił nie popaść w obłęd. Mimo iż nie chce wracać do przeszłości, coś ją ciągnie do Allison...

"Nie wierzę w to, że ludzie się zmieniają. Nie naprawdę. W głębi wciąż pozostajemy sobą, niezależnie od tego, co próbujemy pokazać światu." 

Autorka w pierwszej kolejności skupiła się na drobiazgowym i starannym wykreowaniu postaci. Każdy bohater był inny, każdy nosił w sercu jakąś tajemnicę. Podobało mi się to, że wzrastające sukcesywnie napięcie nie było wymuszone i sztuczne, lecz wynikało z naturalnego biegu wydarzeń. Książkę czytało się ekspresowo, a adrenalina buzująca w żyłach była niesamowicie uzależniająca.
Już po pierwszej połowie książki, w umyśle czytelnika wybucha burza, bo pojawiają się same pytania, lecz znikąd nie ma odpowiedzi. Przewrotność akcji i myśl, że wreszcie coś wiemy, że wreszcie się czegoś domyślamy, a zaraz okazuje się, że tak naprawdę nie mamy pojęcia o niczym sprawia, że książka Croft bardzo zyskuje na wartości. Ten thriller nie jest w najmniejszym stopniu przegadany, nawet przez chwilę nie wieje nudą, czytelnikowi trudno jest przerwać lekturę i odłożyć ją na później.

Historia opowiedziana jest z perspektywy dwóch kobiet: Mii (żony Zacha) - akcja dzieje się teraz i Josie (studentki Zacha) - cofamy się do przeszłości. Narracja jest w pierwszej osobie, co jest super, gdyż poznajemy myśli, emocje i odczucia każdej z kobiet. Rozdziały opowiadane przez Josie też są bardzo ciekawe, cofamy się do samego początku jej studiów, poznajemy jej współlokatorkę, rodzinę, a przede wszystkim moment, kiedy zaczyna się lepiej poznawać ze swoim wykładowcą Zachem. 

„Nie ufaj nikomu” to powieść intrygująca, tajemnicza i wciągająca. Historia Zacha i Josie jest wielowątkowa, nie bardzo wiadomo, w którą stronę się potoczy, a samym bohaterom nie powinniśmy ufać. Zakończenie jest zaskakujące i nieprzewidywalne, ale niepasujące do całej opowieści. Autorka stworzyła kilka niespójnych elementów, ale za to w umiejętny sposób prowadzi nas przez dwutorową akcję wypełnioną domysłami i tajemnicami.  Polecam tę książkę, bo pozwala zapomnieć o rzeczywistości i zamienić się w małego detektywa, obserwatora i interpretatora tragedii, która dzieje się na kartach powieści.

Tytuł:  Nie ufaj nikomu
Autor:  Kathryn Croft
Wydawnictwo:  Burda Książki
Data wydania:18 kwietnia 2018
Ilość stron: 400


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki

Udostępnij ten wpis

wtorek, 17 lipca 2018

#76 "Laleczki" Anna Snoekstra



"To nie chęć zwycięstwa czyni cię zwycięzcą; To niezgoda na porażkę."


Gdy spłonął budynek sądu i zginął lubiany powszechnie nastolatek, całe miasteczko pogrążyło się w żałobie. Panika wybucha, kiedy kilka rodzin znajduje na progu porcelanowe lalki łudząco podobne do swoich dzieci. Część mieszkańców uważa, że w ten sposób pedofil oznacza przyszłe ofiary, mnożą się spekulacje i wzajemne oskarżenia. Już nikt nikomu nie ufa, każdy ochoczo zdradza cudze sekrety, nawet te najbrudniejsze. Miejscowa policja jest bezradna, jednak ta sprawa to woda na młyn pewnej ambitnej dziewczyny, która marzy o karierze dziennikarskiej. Rose zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę. Zadaje zbyt wiele pytań i niektórzy uważają, że zasłużyła na karę.
Miasteczko, w którym mieszka Rose, główna bohaterka powieści, i jednocześnie jej narratorka, nie ma dla niej żadnych perspektyw. Dziewczyna chce się z niego wyrwać. Tym bardziej, że ludzie zaczynają panikować, gdy na progach ich domów pojawiają się porcelanowe laleczki łudząco podobne do ich dzieci. Rose rozpoczyna swoje śledztwo. Czy uda jej się odkryć, kto stoi za tymi nietypowymi przesyłkami?

Motywem przewodnim tej historii jest struktura małego miasteczka. Zawsze intrygują mnie powiązania sąsiedzkie i zmian charakterów w obliczu prawdziwej tragedii dlatego z przyjemnością śledziłam wykreowany przez autorkę obraz zakłamania. Ludzkie relacje zmieniały się na moich oczach, gdy zaczęło wytracać się zaufanie i nagle wszyscy stali się bardziej otwarci - dochodziło niemal do samosądu na podstawie jedynie niejasnych podejrzeń. Tym sposobem w fabule pojawiło się sporo spekulacji, oskarżeń i tajemnic związanych z poszczególnymi bohaterami, których odkrywanie było najciekawszą przygodą związaną z tą lekturą.

Jedyne czego żałuję, to słabo rozwiniętego wątku podjętego w tytule. Autorka skupiając się na całokształcie pominęła bardziej kluczowe wydarzenia jedynie o nich wspominając, ale nie nawiązując do nich ze wszystkimi szczegółami. Kluczem do historii okazała się Rose, ciekawa bohaterka z bagażem życiowych doświadczeń, która skradła całą uwagę i odciągała mnie wiele razy od toczonej za jej plecami akcji. Zamiast śledztwa poznałam prywatne sprawy głównej bohaterki, a problem podrzucania porcelanowych lalek został poruszony w mniejszym niżbym chciała stopniu. Szkoda, ponieważ gdyby nie to, powieść na pewno wskoczyłaby na wyższy poziom przede wszystkim za sprawą klimatu wszechobecnej tajemnicy i ciężkiej aury niepewności w stosunku do dalszych zachowań mieszkańców miasteczka.

"Laleczki" to lekki thriller z kilkoma ślepymi zaułkami i ciekawymi obrotami w akcji, który przypadnie do gustu czytelnikom o słabych nerwach i tym, którzy szukają spokoju i relaksu przy swobodnej historii. Lekkość stylu autorki przemawia na korzyść fabuły, a sama historia jest na tyle wciągająca, że nie żałuję poświęconego jej czasu. To sympatyczna lektura na każdą okazję, z ciekawym tematem i intrygującym rozwiązaniem, przy której można miło spędzić czas i odkryć prawdę o ludziach, którzy w obliczu tragedii zmieniają się nie do poznania.

Tytuł:  Laleczki
Autor:  Anna Snoekstra
Wydawnictwo:  HarperCollins
Data wydania:  11 kwietnia 2018
Ilość stron:  336


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu HarperCollins

Udostępnij ten wpis

#86 "Bad Boy's Girl 2" Blair Holden

"Pozwoliłam  zawładnąć  mężczyźnie  swoimi  emocjami,  bo  nie  sądziłam,  że kiedykolwiek  aż  tak  bardzo  mnie  zrani.  Więc  wp...

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.